Blog
Notatki
insane
insane gkchesterton.pl
23 obserwujących 10 notek 135596 odsłon
insane, 20 lutego 2013 r.

Jak to w Polsce jest z "eutanazją"

Minęły już chyba echa niefortunnej wypowiedzi Jerzego Owsiaka na temat „eutanazji”, media mętnego nurtu międlą już zupełnie inne tematy, ale nie czarujmy się – problem powróci. To znaczy inaczej – powróci problem nie tyle samej „eutanazji”, co jej legalizacji, czyli oficjalnego przyzwolenia, ponieważ proceder ten trwa w najlepsze i prowadzony jest w Polsce „na dziko”. I nie chodzi mi tu o tak drastyczne rzeczy, jak pamiętna historia łódzkich „łowców skór”. Proceder ten nasze państwo uprawia w nieco bardziej wyrafinowany sposób.

Jeszcze do niedawna prowadziłem w Polsce w miarę beztroski żywot studenta studiów dziennych. Mój uniwersytet tak sobie swoje funkcjonowanie poukładał, że wszystkie zajęcia dla studentów dziennych odbywały się razem ze studentami wieczorowymi, dzięki czemu nie miałem nigdy zajęć rano, co było mi akurat bardzo na rękę, ponieważ w domu mieliśmy z żoną dwójkę niemowlaków i mogłem siedzieć przy nich na nocnym dyżurze, tak żeby małżonka się spokojnie wyspała. Ze względu na dzieci nie wolno mi było palić w domu i co jakiś czas wychodziłem na dwór. Którejś nocy, około godziny pierwszej, kiedy wyszedłem na papierosa, zobaczyłem na klatce schodowej dziwną postać. Było ciemno, więc jej nie rozpoznałem, ale kiedy włączyłem światło okazało się, że to moja sąsiadka, mieszkająca w klatce obok. Pomimo panującego na zewnątrz jesiennego chłodu i dość gęstego deszczu, ubrana była w cienki szlafrok, a na nogach miała domowe pantofle – od razu wiedziałem, że coś jest z nią nie tak, a kiedy się odezwała, byłem już tego pewien.

Znaliśmy się, jako sąsiedzi, odkąd pamiętam. Dorastałem jeszcze w czasach, kiedy się wychodziło na dwór i tam spędzało większość dnia, przynajmniej wiosną i latem. Relacje pomiędzy sąsiadami były bardziej rodzinne, niż w wielu dzisiejszych rodzinach. Z ową sąsiadką łączyło mnie dodatkowo to, że jej syn i mój ojciec studiowali razem, jakieś 30 lat temu. Mimo to kobieta mnie w ogóle nie rozpoznała i rozmawiała ze mną, jak z obcą osobą. Była bardzo miła, ale jakby nieobecna. Poprosiła mnie, abym ją pokierował na ulicę Jasnogórską, ponieważ właśnie przyjechała do siostry, ale trochę się zagubiła. Wysiliłem pamięć, ale za nic nie mogłem skojarzyć takiej ulicy. Sąsiadka powiedziała, że jest tam kino i jej siostra mieszka na przeciwko owego kina, jednak nic mi to nie mówiło. Powiedziałem, że co prawda nie mogę jej powiedzieć, gdzie jest ulica Jasnogórska, ale mogę ją za to odprowadzić do jej domu. Była bardzo zdziwiona. Po pierwsze tym, że wiem gdzie mieszka, a po drugie tym, że przecież jesteśmy w Częstochowie, a nie w Łodzi. Słysząc to, wiedziałem już, że jest z nią bardzo źle, że kompletnie straciła poczucie rzeczywistości i naprawdę wierzy,  w to co mówi.

Wziąłem ją pod rękę i wyszliśmy na dwór. Pytałem po drodze, czy poznaje to miejsce – niestety nie poznawała. Pod drzwiami jej klatki schodowej znów to samo  – jest tu po raz pierwszy w życiu. Drzwi na szczęście były otwarte i nie musiałem kombinować, drzwi jej mieszkania również – otwarte na oścież, klucz w zamku. Weszliśmy do środka. W mieszkaniu było pusto – jej syn wyniósł się dawno temu, mąż umarł przed dziesięciu laty, od dawna była tam sama, ale pomimo to, wielokrotnie powtarzała, że zaraz wrócą, że syn rano wyszedł na uczelnię, a mąż do pracy i jeszcze nie wrócili, ale na pewno zaraz będą.

Widząc co się dzieje spytałem, czy ma gdzieś zapisany numer telefonu do kogoś z rodziny, ale była zbyt zdezorientowana, żeby sensownie odpowiedzieć. Rozglądała się po własnym mieszkaniu i wyraźnie czuła się w nim zagubiona. Mówiła nawet, że dopiero się tu sprowadziła i jeszcze czuje się nieswojo. Zacząłem się po tym mieszkaniu również trochę rozglądać, czy gdzieś nie leży jakiś notes, cokolwiek, ale nic nie znalazłem. Sąsiadka bardzo chciała jakoś mi pomóc, ale nie była w stanie. Poszedłem jeszcze do domu po książkę telefoniczną, sprawdziłem w internecie, czy nie ma jakichś danych kontaktowych jej syna – niestety nic nie znalazłem. Wróciłem więc do niej i zacząłem ją namawiać, żeby się położyła spać. Miałem nadzieję, że następnego dnia jej się polepszy, poza tym była już druga w nocy. Na szczęście przy całej swojej dezorientacji słuchała mnie bardzo uważnie i nie robiła żadnych problemów. Uspokoiłem ją jeszcze parokrotnymi zapewnieniami, że syn i mąż na pewno wrócą, a jeśli nie wrócą, to jutro sprawa ich nieobecności jakoś się wyjaśni. Posłuchała i mogłem wrócić do domu.

Następnego dnia niestety jej się nie poprawiło. Nie widziałem jej co prawda przez cały dzień, ale kiedy w nocy wyszedłem zapalić, spotkałem ją na podwórku, zmokniętą i trzęsącą się z zimna. Ledwo stała na nogach. Zaprowadziłem ją więc do domu, namówiłem na wypicie herbaty i zrobiłem wszystko to, co poprzedniej nocy – uspokoiłem i zagoniłem do łóżka. Było zbyt późno, żeby próbować pytać sąsiadów o jakieś informacje na temat jej rodziny i chciałem się tym zająć następnego dnia. Kiedy się wreszcie uspokoiła i położyła wróciłem do siebie. Po kilkunastu minutach zacząłem słyszeć dziwne dźwięki dochodzące zza okna. Kiedy je otworzyłem, okazało się, że sąsiadka wzywa pomocy, krzyczy, że jest ciemno, że nie wie gdzie jest i niech ktoś pomoże. Słysząc to nie mogłem oczywiście stać spokojnie, poszedłem więc do niej, mimo, że była już pierwsza, albo i druga. Drzwi od mieszkania były na szczęście otwarte. Kiedy wszedłem do środka nieco się uspokoiła, ale wiedziałem już, że tym razem nie mogę jej zostawić.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

image

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • Tylko wiara naturalna stoi na niższym poziomie, niż pewnik, ponieważ jest z definicji...
  • W jaki sposób PO chce zagwarantować, że prokuratura otrzyma dokłądnie tę samą kopertę z...
  • Bardzo ciekawe, ale brakło mi paru przykładów - Maksymiliana Kolbe oraz Edyty Stein (jest...

Tagi

Tematy w dziale